Fine City
PODRÓŻNIK: Tomek, WYPRAWA: Tajlandia, Malezja, SingapurNie dlatego, że to miasto-państwo jest takie świetne (choć jest). Dlatego, że jest w nim mnóstwo zakazów i związanych z nimi mandatów, kar i grzywien. Tak, chodzi o Singapur.

Tytuł oraz data publikacji kolejnego wpisu jest niespodzianką. :)
Nie dlatego, że to miasto-państwo jest takie świetne (choć jest). Dlatego, że jest w nim mnóstwo zakazów i związanych z nimi mandatów, kar i grzywien. Tak, chodzi o Singapur.
Dziś żegnamy Malezję. Żegnamy ją w Melace, uroczym, spokojnym, kolonialnym mieście na południu kraju. Jutro Singapur i… to już końcówka naszej wyprawy.
Ten tytuł już jakby kiedyś był, prawda? ;) Ale dziś możecie wreszcie obejrzeć te lasy wrastające w ocean. Czy właśnie tak to sobie wyobrażaliście?
Jeśli chodzi o dalekowschodnie stolice, to mam porównanie z Katmandu, Bangkokiem, New Delhi i Singapurem. KL wypada może bez rewelacji i rewolucji, ale ogólnie i tak całkiem nieźle na tle ogólnoświatowym. Jest na przykład oczko wyżej przed Singapurem, a egzotyką na głowę bije takie Mexico City czy inny Amman. Choć może to ja jestem jakiś bezkrytyczny w stosunku do wschodnioazjatyckich stolic? W każdej z nich mógłbym z powodzeniem i przyjemnością mieszkać. Ale KL ma swój potężny atut: otóż żadne z wyżej wymienionych miast nie ma Petronas Towers!
Jak pewnie widzicie, na blogu ciągle zachodzą zmiany. To efekt mojej pracy nad ulepszeniem bloga.
…to taka, w której pot leje się z Ciebie strumieniami. A przecież wcale nie idziesz pod górę… Taka, w której ledwo możesz oddychać. A przecież nie minęła jeszcze ósma rano…
Pamiętacie, jak Ewka pisała, że nas filmowali w Teotihuacan, kiedy tańczyliśmy na Piramide del Sol? Ano, znalazłem dziś ten film na YouTube’ie!
Podyskutowaliśmy wreszcie trochę z Ewką o tej naszej „podróży dookoła świata” i chyba wreszcie coś ustaliśmy!
Po odnalezieniu dokumentów Ewki przejechaliśmy na południowy wschód – do Tanah Rata w Cameron Highlands. Jechaliśmy tranzytem przez Ipoh, a ja akurat byłem w trakcie lektury Czarnej linii Jeana-Christophe Grangé’a. Kto czytał, wie o co chodzi. Kto nie czytał – polecam! (Jak zresztą każdą książkę tego autora. Ale akurat akcja Czarnej linii rozgrywa się w Malezji.) Aha! W międzyczasie opuchlizna z nóg mi zeszła – równie nagle, jak się pojawiła. Do dziś nie wiem, o co chodziło… :)