Migawki z trekkingu
PODRÓŻNIK: Marta, WYPRAWA: Indie-Nepal TourDzisiaj wracalismy z trekkingu do Pokhary… na dachu lokalnego autobusu (to juz wchodzi nam w krew:)), a w mojej pamieci przesuwaly sie obrazy i odczucia z calego tygodnia.

Już 05 września pojawi się nowy wpis:
"Świątynia Czarownika i El Castillo"
Dzisiaj wracalismy z trekkingu do Pokhary… na dachu lokalnego autobusu (to juz wchodzi nam w krew:)), a w mojej pamieci przesuwaly sie obrazy i odczucia z calego tygodnia.
…kiedys sie konczy. Ale ten trek skonczyl sie zdecydowanie za szybko, choc przedluzylismy go sobie o dwa dni. Dzis absolutne krotko, tylko pare slow. Wrazenia, relacje, etc. beda musialy troche poczekac. Ale naprawde niedlugo. :)
No wlasnie tak! Jutro rano autobus do Pokhary, potem lot do Jomsom awionetka nad gorami i wreszcie to, na co tak naprawde czekalem: trekking po Himalajach wokolo Annapurny. Co prawda nie ten 3-tygodniowy trek (to moze innym razem), ale podejrzewam, ze nawet w ciagu tygodnia tez sie wystarczajaco wyszaleje. :)
- Ale dlaczego pan caly czas sie usmiecha? – zapytalam ze zdziwieniem Rama, Nepalczyka, ktorego poznalismy godzine wczesniej.
- A coz innego moge zrobic w tej sytuacji? – odparl… z usmiechem nasz wspoltowarzysz.
Nepal mnie urzekl. Jestem tu dopiero kilkanascie godzin, a juz zakochalem sie w tym kraju. Mimo kosmicznych problemow z dotarciem do Kathmandu, Indie przy Nepalu to… no, nie ma co porownywac po prostu. Nepal: zupelnie inni ludzie. Nepal: zupelnie inne jedzenie. Nepal: zupelnie inna atmosfera. I nawet Himalaje wydaja sie byc jakies takie lepsze niz w Indiach.
Jak tak sobie czytam te indyjskie opowieści, to się zastanawiam, jak to się dzieje, że ludzi tak ciekawią dalekie krainy. Co można znaleźć tam, czego nie oferuje własny kraj?
Varanasi (dawniej Benares) to Swiete Miasto Hindusow, ktorzy przybywaja tutaj z calych Indii, zeby dokonac rytualnej kapieli w Gangesie – swietej rzece. Miasto ktore – jak przeczytalismy w jednej z relacji – jest „brama do Indii”.
Na dworcu w Amritsarze, tuz przy kasie biletowej, uslyszelismy swojsko brzmiace: Ku**a, ci Hindusi sa jacys po***ani!
Rodacy! :)))
Dzisiaj przyjechalismy do McLeod Ganj, spotykajac po drodze dwoch Polakow, dzieki czemu dluga, calodzienna podroz uplynela w wesolej atmosferze i opowiadaniach o Indiach i zwyczajach hinduskich. Jestesmy w cichej wiosce Bhaksu, 2 km od McLeod Ganj, gdzie odpoczywamy po halasliwych Indiach… No i chwilka na refleksje, jak bylo w Amritsarze.