Przekora w podróżowaniu na przykładzie Dambulli i Sigiriyi

Często mamy tak, że jak się uprzemy, że gdzieś pojedziemy, to choćby miało to trwać 3 dni –  jedziemy. Tak docieraliśmy na Ngapali Beach w Birmie. Bo co? My nie damy rady transportem publicznym? A właśnie, że damy! Podobnie było na Sri Lance z Dambullą. O Temple Rock w Dambulli ktoś tam pisał, że taki lankijski Licheń. No, to idziemy, żeby sprawdzić i mieć własne zdanie. Podobnie z przekory nie poszliśmy na Lwią Skałę w Sigiriyi. W Sigiriyi chodziło nam o zobaczenie tej skały z boku, a nie wspinanie się na nią. Obydwa miejsca, z perspektywy czasu, polecam. Warto je odwiedzić. Pierwsze choćby po to, żeby mieć porównanie z podobną, birmańską świątynią; a drugie, żeby się przekonać, że nie trzeba wcale odhaczyć niektórych zabytków, niekoniecznie z przekory. 

O tym, że nie warto się czasem upierać w kwestii transportu
Z tą birmańską przygodą to było tak, że stwierdziliśmy: ,,Jak można autobusem to jedziemy autobusem”. Bilet na samolot kosztował 100$. Wtedy to było sporo kasy w Birmie, a przynajmniej 3 noclegi w docelowym miejscu. Dziś, jak mnie ktoś pyta, czy drugi raz jechałabym tym autobusem, znaczy autobusami, to odpowiem zdecydowanie – NIE. Jednak teraz jestem mądrzejsza o to doświadczenie. Podobnie było kiedyś na Bali, busik dla turystów kosztował ileś tam i jechał 1,5 godziny. Transportem publicznym ostatecznie wyszło na to samo cenowo, ale czasu nadłożyliśmy dwa razy. Czasami nie warto. Tym bardziej, że wtedy na Bali to jechaliśmy tym publicznym my i jakaś inna para turystów. Zero lokalnych pasażerów, zero możliwości poobcowania.

O tym, że czasem warto odpuścić
Nie upieraliśmy się też, żeby wchodzić na Lwią Skałę w Sigiriyi. Kompleks jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, dość kosztowny dodam, bo bilet kosztuje 30$ na osobę. Jednak nie tylko cena nas nie przekonała. Może gdybym widziała tę wznoszącą się na prawie 200 metrów skałę z autobusu to bym poszła na jej szczyt? My do Sigiriyi wjeżdżaliśmy w strugach deszczu i szczerze mówiąc, to nic nie było widać. Chmury były tak nisko, że jedyne, co nam pozostało, to zaszyć się w pokoju przyjemnego guesthouse’u i odpocząć. Drugiego dni, znowu chmury były nisko i to spowodowało, że w pobliże skały poszliśmy dookoła, bo skały nie było widać. Lwia Skała to historia ojcobójcy Kassjapa, który zabił ojca, obwołał się królem i musiał chronić przed zemstą. Głupi nie był i wiedział, że wysoko będzie bezpieczniej. Zbudował zatem pałac-twierdzę na skale. I stąd ta skała, i kompleks przy niej. Idąc, wciąż zastanawialiśmy się, czy wchodzić. Mieliśmy tam jeden dzień. Gdyby były dwa, pewnie inaczej by to wyglądało. Była zatem kwestia ceny, ale też zastanawialiśmy, co takiego jesteśmy tam w stane zobaczyć, czego już nie widzieliśmy i nigdy nie zobaczymy. Nie znaleźliśmy takiej rzeczy tam właśnie. Dlatego zdecydowaliśmy się wejść na pobliską skałę Pindurangala i mieć widok na Lwią Skałę, a przy okazji mieć małą przygodę związaną z odszukaniem drogi i dostaniem się pod wejście.

Widoki z położonej obok skały, na którą przy końcu trzeba się rzeczywiście wspinać, były powalające. A kiedy zobaczyliśmy kolejkę wchodzących na szczyt Lwiej Skały naprzeciwko, zgodnie podnieśliśmy kciuki do góry i uznaliśmy, że decyzja była dobra. Na Pindurangalę wejść jest łatwo, prosto – i warto. Widok z płaskiego szczytu: 360 stopni na okolicę. A i otoczenie oraz droga na miejsce są przyjemne, bo leśnymi drogami. Po drodze też kawałeczek historii tego miejsca i jakieś ruiny. My złapaliśmy „na stopa” tuk-tuka, tam i z powrotem, a można i spokojnie cały dzień tam pospacerować, tylko nie będzie się to różniło za bardzo od spaceru w polskim lesie.

My, mając mało czasu, często rezygnujemy z takiego spaceru i staramy się skorzystać z transportu, bo pozwala nam to zobaczyć więcej. Tak było w Anuradhapurze i tak zrobiliśmy w Pollanaruwie, o której następnym razem.

Poniższe rady mogą Ci się przydać:
1. Uważam, że jeśli wcześniej nie widziało się świątyń w skale, to Dambulla jest do odwiedzenia. Jeśli byłeś w Pindayi w Birmie, to możesz sobie odpuścić.
2. Nie wiem, czy warto zatrzymywać się na noc w Dambulli. Odległość od Sigiriyi jest niewielka, więc na Twoim miejscu spałabym właśnie tam.

Nocleg:
Dambulla: była przejazdem
Sigiriya (Pathum Homestay): 2450 LKR

Jak, czym, skąd i za ile:
Tuk-tuk do Rock Temple w Dambulli i z powrotem: 300 LKR
Autobus do Sigiriyi: 2x 32 LKR
Tuk-tuk do Pindurangali: 2x 500 LKR (tam i z powrotem)
Autobus z Sigiriyi do Inamaluwa Junction: 2x 80 LKR
Autobus do Polanaruwy: 2x 80 LKR

 

 

Autor: Ewa

Humanistka z wykształcenia, pracownik branży lotniczej, pasjonująca się relacjami międzyludzkimi, poznawaniem nowych kultur, islamem i fotografią. Co jakiś czas pakuje plecak i jedzie tam, dokąd ciągnie ją serce. Kiedyś dostała propozycję dołączenia do ekipy koleżanek wybierających się do Ameryki Południowej i to wystarczyło, by złapała bakcyla podróżowania. Lubi być blisko ludzi i ich życia. Współtwórczyni tego bloga.

Udostępnij ten post na:

Zostaw odpowiedź