O co tyle szumu z tą herbatą z Cejlonu?

Kto nie zna herbaty cejlońskiej? Chyba nie ma osoby, która takiej herbaty by nie piła, a już na pewno nie ma takiej, która tej nazwy by nie znała. Zwykła, czarna, mocna herbata. Ciężko pisać o smaku, bo tego trzeba sprobować. Ja do dzisiaj nie znam się na herbatach, ja je zwyczajnie lubię. A lubię to, co mi smakuje. Lubię herbatę ze Sri Lanki na mleku. Wszędzie, gdzie była opcja, piłam ją i korzystałam, bo w domu ciężko uzyskać dokładnie ten smak. Próbuję jednak. Ze Sri Lanki można przywieźć ze sobą 5 kg herbaty. My aż tak nie szaleliśmy, ale na domowy użytek trochę przywieźliśmy, i owszem. W fabryce poznaliśmy kroki procesowania herbaty. Wiedzieliście, że Lipton może być równocześnie Teekanne lub Dilmah?

Zobaczmy plantacje herbaty! Tylko gdzie?
To nie było tylko i wyłącznie pragnienie dodania kolejnej miejscówki do naszego planu. Od początku wiedzieliśmy, że chcemy zobaczyć plantacje herbaty na tej wyspie, od początku tylko stawialiśmy pytanie, gdzie to zrobić. Wielokrotnie czytałam, że Nuwara Eliya to stolica plantacji. W przewodniku też tak pisali, a na kilku blogach znalazłam informacje, że miejsce jest OK, ale mocno przeludnione. Następna w kolejce była Ella, ale o tym miejscu to ciężko było poczytać coś pozytywnego, poza bliskością do szlaków na Little Adam’s Peak czy dużego wodospadu. Ostatecznie wybraliśmy mieścinę Haputale i to był strzał w dziesiątkę! Z hostelu widok na przesłonięte chmurami szczyty, jest i fabryka herbaty dostępna dla zwiedzających, i jest Lipton’s Seat, ponoć „koniec świata”, z lepszymi widokami niż ten w Parku Narodowym Horton’s Plane. A i pociągiem tam można dojechać. Zatem wiele atrakcji, które można zobaczyć w tak miłym miejscu. Haputale znajduje się w rejonie Hill Country i to miejsce, w którym współistnieją kultury syngaleska i tamilska, a i wpływy brytyjskich właścicieli plantacji tu można odczuć. A o co tyle szumu z tą herbatą z Cejlonu?

Zobaczmy plantacje herbaty i porównajmy je z tymi w Malezji i Indiach!
Razem z Tomkiem byliśmy w Malezji i tam podziwialiśmy plantacje herbaty malezyjskiej w rejonie Camareon Highlands.Tomek widział też plantacje w stanie Munnar w Indiach. Ja nie, więc muszę mu wierzyć na słowo, że te indyjskie były największe i najokazalsze. Nie o porównywanie oczywiście chodziło, ale ciekawość zobaczenia tych słynnych i przejście się wzdłuż, żeby poobserwować z bliska nie tylko jak herbata rośnie, ale i zobaczyć tamilskie kobiety pracujące na plantacjach. Mężczyzn zbierających jest równie dużo, a w rejonie, w który wybraliśmy się na spacer, było ich nawet większość. Plan wycieczki był taki, żeby najpierw pójść na zwiedzanie do fabryki Dambatenne Tea Factory, zbudowanej przez Sir Thomasa Liptona w 1890 r., a później, jak pogoda pozwoli, podejść na Lipton’s Seat, gdzie malownicze widoki są ponoć gwarantowane.

Fabryka i herbata
Wizyta w fabryce nie była jakoś mocno porywająca, bo jeden przewodnik trochę odrabiał pańszczyznę na zasadzie: „są chętni, zapłacili za bilet, to ich oprowadzę”. Widać i słychać było, że miał wyuczone formułki i pytania zadawane w trakcie trochę go rozpraszały. :) Tak czy siak, warto było zobaczyć, jak herbata jest suszona, ile razy, jak się ją fermentuje i na czym polega sekret zwijania, cięcia czy krojenia; oraz jak się ją dzieli na taką, która będzie tańsza lub droższa, kiedy wyląduje na giełdzie w Colombo. Właśnie, giełda. Nie wiem, czy wiecie… Ja do tej pory byłam przekonana, że to konkretna marka herbaciana ma swoje plantacje i stamtąd ta herbata pochodzi. Proste, prawda? Lipton jest stąd, Teekanne stamtąd. Otóż nie. To, do jakiego producenta i która herbata trafi, decyduje się na giełdzie w Colombo. Zatem najlepsza herbata ze wszystkich plantacji na Sri Lance trafia na giełdę i tam tęgie głowy z konkretnych koncernów herbacianych decydują, że  tego roku dana herbata będzie właśnie Liptonem, albo czymś innym – i targują się. Dla mnie było to niemałe zaskoczenie, bo tak naprawdę z jednego krzaka mogą pochodzić liście dwóch lub trzech marek, a nawet rodzajów herbat.
W fabryce nie można robić zdjęć, ale za to na parkingu jasno widać, kto i jakie ma przywileje czy środek transportu. :)

Lipton’s Seat
Po wizycie w fabryce pogoda była łaskawa i przestało lać. Zdecydowaliśmy się zatem na spacer w otoczeniu plantacji, zmierzając na szczyt. Nie uszliśmy chwili, kiedy zatrzymał się busik wypełniony lankijczykami. Zaproponowali, że nas zabiorą, ale mocno zdziwili się, gdy powiedzieliśmy, dokąd chcemy jechać. Nie mówili za wiele po angielsku, ale kierowca w pewnym momencie zobaczył znak, w którym kierunku się poruszać. Nie, żeby tam było wiele dróg do skrętu. W trasie okazało się, że to rodzinka, która wybrała się na wycieczkę i do dziś nie wiemy, czy Lipton’s Seat mieli w planie czy nie. :D Spędziliśmy z nimi chwilę i choć proponowali nam powrót busem, nie zdecydowaliśmy się, bo chciałam się przejść i spotkać tamilskie kobiety. I zrobić zdjęcia herbacie.

Ważenie herbaty
Choć trochę kropiło i pogoda była raczej barowa niż na spacer, odkryłam uroki takiej aury do robienia zdjęć. Udało nam się też trafić po drodze na punkt skupu herbaty. To tam właściciele fabryki podjeżdżają dużym samochodem i ważą zbiory wszystkich, którzy na takowe danego dnia się zdecydowali. Są kartki, w których wbija się dziennie wagę zniesionej herbaty, są wagi na worki i są urządzenia ułatwiające zbiory. Jak ktoś kiedyś zbierał jagody, to zna. :D Ten proces możecie zobaczyć na jednym z poniższych zdjęć. Minus zbierania herbaty takim narzędziem: często urywa gałązki, a te nie są mile widziane na skupie. Udało się nam chwilkę czasu spędzić w takim miejscu i nikt nas nie przeganiał, a panowie bardzo chętnie pozowali do zdjęć. I choć wiemy, że płaca za te zbiory nie należy do wysokich, to większość tych osób zakończyła planowy zbiór dość wczesnym popołudniem i wracała już do swoich domów poniżej.

Ciekawostka, która była dla mnie zaskoczeniem, jest taka, że na początku na Sri Lance uprawiano kawę. Dopiero, kiedy te plantacje zaatakowała i zniszczyła zaraza, Brytyjczycy przywieźli sadzonki herbaty z indyjskiego stanu Assam – i tak to się zaczęło. Krzaki herbaty musza być przycinane, bo inaczej osiągają wysokie rozmiary, nawet 10 metrów.  Liście z wyżej położonych partii są jaśniejsze oraz mają lepszy smak i aromat.

Info o herbacie czarnej
O procesach skracania, fermentacji i suszenia oraz zwijania pisałam wyżej. Poznaliśmy też słynne kategorie: Pekoe, Orange Pekoe, Flowery Orange PekoeBroken Pekoe, Broken Orange Pekoe. Różne rodzaje małych listków z wyższej części krzewu dają lepszy smak i aromat i ponoć da się to rozpoznać. Ja się nie znam zupełnie i różnicy nie czuję. :D

Oznaczenia herbat:
o całych liściach
P (Pekoe) – herbata o krótkich, delikatnych liściach
FP (Flowery Pekoe) – liście zwija się w kulki
OP (Orange Pekoe) – nazwa pochodzi od charakterystycznego pomarańczowego koloru przetworzonych już długich, spiczastych liści, rzadko zawiera pączki liściowe
FOP (Flowery Orange Pekoe) – herbata zrobiona z pączka oraz pierwszego liścia pędu; zawiera młode, delikatne listki, a w smaku charakteryzuje się kwiatową nutą

o łamanych liściach (w tym przypadku do oznaczenia, dodaje się literkę B od angielskiego słowa broken, czyli złamane; znaczenie pozostałych liter nie zmienia się)
BP (Broken Pekoe)
BOP (Broken Orange Pekoe)
FBOP (Flowery Broken Orange Pekoe)

Czarną herbatę powinno się zalewać wrzącą wodą. Czy ktoś pamięta jeszcze imbryczki z esencją z czarnej herbaty?! Najlepiej parzyć ją od 3 do 5 minut, później herbata staje się bardziej gorzka i tanina, która jest uwalniana, neutralizuje działanie między innymi kofeiny. Taka herbata nie zadziała już pobudzająco.

Autor: Ewa

Humanistka z wykształcenia, pracownik branży lotniczej, pasjonująca się relacjami międzyludzkimi, poznawaniem nowych kultur, islamem i fotografią. Co jakiś czas pakuje plecak i jedzie tam, dokąd ciągnie ją serce. Kiedyś dostała propozycję dołączenia do ekipy koleżanek wybierających się do Ameryki Południowej i to wystarczyło, by złapała bakcyla podróżowania. Lubi być blisko ludzi i ich życia. Współtwórczyni tego bloga.

Udostępnij ten post na:

3 komentarze

  1. Ja kocham herbatę, ale znaleźć tę wyjątkowa to już sztuka. Ciekawa wyprawa, chętnie zobaczyłabym to od kuchni :)

    Napisz odpowiedź
  2. Niezwykle interesujący wpis, świetne zdjęcia, genialny blog!

    Napisz odpowiedź
  3. To, że z jednego krzaka mogą być ze 3 firmy różnych herbat, to jeszcze było do pomyślenia, ale to że się targują która partia będzie jaką firmą w danym roku, to rzeczywiście szok!

    Napisz odpowiedź

Zostaw odpowiedź