Gardens by the Bay: ogrody rodem z kosmosu

„Jak to, którędy lecimy? Ja lecę przez Singapuru, bo muszę w końcu zobaczyć Gardens by the Bay, a Ty leć sobie, jak masz ochotę. Możemy się spotkać w Medan.”  Tak wyglądała pierwsza i ostatnia zarazem dyskusja na temat tego, które miasto w Azji będzie naszym przesiadkowym. Dla mnie od początku ustanowienia Sumatry jako celu wyjazdu oczywiste było, że miejsce to zajmie Singapur. Głównie ze względu na tytuł tego wpisu: Ogrody w Zatoce. 

Do Singapuru mieliśmy zawitać po raz trzeci. Pierwszy miał miejsce na samym starcie naszych wojaży z Tomkiem, gdzie wylądowaliśmy na koniec naszej trzytygodniowej wyprawy do Tajlandii, Malezji i właśnie tego miasta, o czym zresztą pisał już Tomek. Wtedy pierwsze wrażenia były oczywiste. Zobaczyliśmy zaczątek hotelu Marina Sands Bay, który wpisał się w krajobraz mariny. I wiedzieliśmy, że miasto jest warte zatrzymania się na dłuższą chwilę także następnym razem. Wracając z Bali, ja wybrałam się zobaczyć panoramę z dachu powyższego hotelu, a Tomek z gorączką wywołaną dengą dotrzymywał mi kroku. Będąc na górze, zauważyłam zaczątki budowy po drugiej stronie hotelu. Wiedziałam, co się tam buduje, ale oczywiście później oglądałam to tylko na pocztówkach albo innych blogach. W końcu w tym roku na Sumatrę polecieliśmy przez Singapur. Ja głównie dlatego, że chciałam zobaczyć te ogrody. 

Kto nie widział, niech żałuje, kto widział – wie, że jest to osobliwa konstrukcja na całkiem sporym obszarze. W centrum nowoczesnego miasta pełnego wieżowców, zresztą tuż obok trójskładowego hotelu, znajdziemy płuca Singapuru. Zielony park, w którym futuryzm  spotyka się z ekologią. Ciężko miejsce to nazwać parkiem, bo powierzchnia zajmuje ponad 100 hektarów. :) 

Zresztą na oficjalnej stronie, wczytując się w historię miejsca i jego rozwój, możemy się dowiedzieć, że od początku plan tego miejsca przyciągał tłumy: ponad 70 wniosków zostało złożonych z planami zagospodarowania tej powierzchni, z ponad 24 krajów, spośród których aż 35 było z samego Singapuru. Pierwsze prace rozpoczęły się w listopadzie 2007 roku. A do dziś ilość nagród, jaką miejsce to uzyskuje, jest naprawdę imponująca. 

Znajdziemy tam nie tylko Super-Drzewa (SuperTrees), ale także las deszczowy i oranżerię (Cloud Forest & Flower Dome). Pierwsze pomieszczenie pod szklanym dachem to wodospad, z mnóstwem roślin, zapewne egzotycznych, bo nie weszłam akurat do tej części. Drugie pomieszczenie to ekspozycja różnorodnych gatunków egzotycznych drzew. Dla mnie jednak największą ciekawostką i powodem wizyty były Super-Drzewa! To konstrukcje rodem z filmu science fiction, które w nocy zachwycają niesamowitą grą świateł i kolorów, żeby w dzień zamienić się w zielony ogród. „Wyrastają” od 25 do 50 metrów ponad powierzchnię ogrodu. Choć ciężko przyznać im nazwę drzewa, to z bliska, oglądając wszystkie połączone rośliny i poznając konstrukcję, widać jak misternie zaplanowano to miejsce. Każde z drzew ma metalową konstrukcję, a wokół niej oplecione jest mnóstwem zielonych pędów. Gatunki głównie pnące się, ale nie tylko. Najciekawszym faktem tej całej wioski drzew, jest ten, że to nie tylko ładnie wyglądająca atrakcja Singapuru. To przede wszystkich ekologiczne podejście do deszczówki, która wykorzystywana jest przez te rośliny, a także źródło energii, która jest kumulowana w postaci baterii słonecznych. O korzyściach takiego zielonego miejsca w centrum miasta nie można zapomnieć: oczyszczanie na bieżąco. 

Najwięcej informacji na temat tego miejsca uzyskacie na oficjalnej stronie, z której też korzystałam w powyższym wpisie. Jednak niech zdjęcia przekonają Was, że miejsce jest niesamowite. :)

Autor: Ewa

Humanistka z wykształcenia, pracownik branży lotniczej, pasjonująca się relacjami międzyludzkimi, poznawaniem nowych kultur, islamem i fotografią. Co jakiś czas pakuje plecak i jedzie tam, dokąd ciągnie ją serce. Kiedyś dostała propozycję dołączenia do ekipy koleżanek wybierających się do Ameryki Południowej i to wystarczyło, by złapała bakcyla podróżowania. Lubi być blisko ludzi i ich życia. Współtwórczyni tego bloga.

Udostępnij ten post na:

10 komentarzy

  1. Miejsce wygląda mega futurystycznie. Jest to jeden z wielu moich celów podróżniczych, ale bardzo wysoko na liście.

    Napisz odpowiedź
  2. Cudowne miejsce, idealnie nazwane: płuca miasta. Mam nadzieję, że będę mogła kiedyś odwiedzić to miejsce:)

    Napisz odpowiedź
  3. To fakt, zdjęcia są niesamowite. Na żywo na pewno prezentuje się jeszcze lepiej. Jest tyle pięknych miejsc do zobaczenia, tylko życie za krótkie ;-)

    Napisz odpowiedź
  4. Ależ bym chciała kiedyś tam wyruszyć… Chociaż w tej chwili jawi mi się to jako podróż ze snu, trudna do zrealizowania. Chyba bałabym się przechadzki mostem widocznym na zdjęciach, mimo że nie mam jakiegoś wielkiego lęku wysokości. A może bym się przełamała? Widok zapiera dech w piersiach! Zazdroszczę podróży…

    Napisz odpowiedź
  5. Miejsce wydaje się naprawdę niezwykłe. Szczególnie Super Drzewa. Chciałabym zobaczyć je na żywo, muszą robić niesamowite wrażenie.

    Napisz odpowiedź
  6. Widzę, że Singapur robi się ostatnio coraz bardziej popularny. I patrząc na te zdjęcia w sumie nie ma się co dziwić ;)

    Napisz odpowiedź
  7. Świetna relacja i zdjęcia. :) Z przyjemnością przeczytałam. :)

    Napisz odpowiedź
  8. Ale cudo! Dlaczego ja wcześniej tego nie widziałam!!? Dobrze, że trafiłam na tego bloga. Postaram się regularnie zaglądać. :)

    Napisz odpowiedź

Zostaw odpowiedź