Czy kiedykolwiek czułem się zagrożony w podróży?

Niecały tydzień temu, po zamachu w muzeum Bardo w Tunisie, brałem udział w audycji w Polskim Radiu, gdzie  miałem okazję rozmawiać o bezpieczeństwie w podróży. Dzisiaj we Francji rozbił się samolot z turystami. Na wypadki losowe, jak katastrofy samolotów, nie mamy wpływu. Ale generalnie w dużej mierze możemy zadbać o własne bezpieczeństwo sami.

Osobiście uważam, że w Azji czy w północnej Afryce raczej potrąci mnie śmiertelnie samochód, niż zastrzeli terrorysta. Bardziej boję się chorób, które mogę złapać w egzotycznych krajach i przywlec ze sobą do Polski, niż gościa z pasem szahida. Jak mówiłem w wywiadzie, i co podtrzymuję, to media nakręcają tę spiralę strachu przed zamachami. Czyli robią dokładnie to, na czym zależy terrorystom. Może tytułem wstępu i trochę przy okazji, rozwinę ten temat, bo formuła audycji nie bardzo mi na to pozwoliła.

Podstawowy fakt jest taki: po Arabskiej Wiośnie, zamiast przemian demokratyzujących Tunezję czy Egipt, nastąpiła radykalizacja nastrojów, a ulica działała pod presją ze strony fanatyków religijnych, jak na przykład Bractwo Muzułmańskie i powiązany z nią Muhammad Mursi w Egipcie. W sumie teraz, odkąd rządy objął generał Abdel Fattah as -Sisi, w Egipcie sytuacja się stabilizuje, jest już bezpieczniej. W każdym razie turyści wracają, co ewidentnie było widać w Dahab w tym roku przez Święta i Nowy Rok, zwłaszcza w porównaniu do zeszłego roku w tym samym okresie, kiedy w Dahab były kompletne pustki. Ale po środowym zamach w Tunezji będzie teraz gorzej. Większość biur podróży już wycofała się z tego rynku. Boją się…

Problem z takimi działaniami wobec krajów, gdzie turystyka jest jednym z głównych źródeł dochodu, jest taki, że tylko pogarszają sytuację. W Egipcie turystyka generowała ponad 10% PKB. Tymczasem dochód z turystyki po 2010 spadł o prawie 3 mld USD w skali roku. Liczba jest duża, ale może niewiele mówi, więc może tak: procentowo jest to spadek aż o 25%! Możecie sobie wyobrazić, a nawet statystycznie wyliczyć, ilu localesów straciło pracę przy obsłudze ruchu turystycznego: divemasterów, kelnerów, przewodników czy sprzedawców „arafatek”. Egipt państwem opiekuńczym nie jest, zresztą idea welfare state zupełnie nie pasuje do krajów arabskich, więc może się okazać, że jedyną opcją dla tych pozbawionych środków do życia młodych chłopaków będzie ISIS, Asz-Szabab, Al-Kaida czy inne Boko Haram.

Za prezydentury, jak by ona nie była skorumpowana, Ben Alego w Tunezji i za rządów, jak by one nie były brutalne, Mubaraka w Egipcie zamachów na turystów nie było.*) Tak, ja wiem, wiem, co zaraz powiecie. Zajn Ben Ali czy Hosni Mubarak to może nie, ale już taki Baszar al-Asad, Muammar Kaddafi czy inny Saddam Hussajn to oczywiście krwawym dyktatorem był. Zwłaszcza ten ostatni. Ale też obaj trzymali za przysłowiową twarz fanatyków religijnych. Nie mnie oceniać, czy działania Zachodu wobec owych dyktatorów były słuszne, czy nie. Ale czy dzięki nim przeciętny turysta czuje się teraz bezpieczniejszy? Nie bardzo. A nawet wprost przeciwnie.

Nie dam Wam tutaj żadnej konkretnej rady, jak się ustrzec terrorysty, może poza taką: nie wychodź z domu, z łóżka, spod koca, nawet do autobusu w Twoim mieście, bo kto wie… Ale nie o to nam chodzi, prawda? :) Poniżej pięć prostych zasad, popartych moim doświadczeniem.

1. Poznaj i stosuj szeroko pojęty, lokalny savoir-vivre
Szanuj lokalny kod kulturowy, zwłaszcza w kontekście religii. W krajach arabskich na przykład kobieta nigdy nie podaje ręki mężczyźnie, podobnie zresztą mężczyzna kobiecie. A czasami włącza się nam taki czysty, europejski odruch…

Naucz się kilku podstawowych słów w lokalnym języku i ich używaj. Dzięki tym trzem słowom: sabah al-kher, shukran i ma’salaama od razu zrobisz sobie przyjaciół – w knajpie, w sklepie i w muzeum.

Obserwuj zachowania localesów i je stosuj, a zostaniesz nagrodzony. Pamiętam, jak wracaliśmy w Syrii busem z Musyafu do Hamy, Ewa poczęstowała kierowcę swoimi ciastkami. Ot, tak sobie, bo dzień wcześniej sama została czymś poczęstowana przez nieznajomego współpasażera. Kiedy chciałem zapłacić za przejazd, kierowca kategorycznie odmówił przyjęcia pieniędzy, właśnie za to, że Ewa zachowała się jak tubylec. I nie, nie są to kolejne #sekretyKuzniara, tylko prawdziwa historia. :)

W miarę możliwości ubieraj się jak localesi. To również wygoda, bo ich dress-code wypracowany przez stulecia, jest idealny do panujących warunków klimatycznych. A skoro już jesteśmy przy stroju – Czytelniczko, nikt Ci nie każe chodzić w burce, ale nie wchodź do meczetu w nieodpowiednim stroju. Zresztą, weszłabyś do kościoła w bikini? W ogóle nie chodź półnago po ulicach arabskich miast.

Zauważyłem, że czasami warto po prostu odpuścić sobie alkohol, nawet zwykłe piwo. Ciężko to przychodzi, zwłaszcza mnie, ale muzułmanie mają do niego bardzo krytyczny stosunek i muszę to zaakceptować. W każdym razie, zawsze pamiętam, że jestem u nich gościem, więc to oni ustalają zasady.

W razie, gdy masz jakieś wątpliwości, stosuj się zawsze do bardziej restrykcyjnych zasad. Kiedy Ewa chciała wejść do pewnej części meczetu w Ammanie, prawie doprowadziła do bójki pomiędzy dwoma Jordańczykami. Jeden twierdził, że oczywiście, może tam wejść, drugi – że absolutnie nie. Szczęśliwie, zdecydowała odpuścić i nie wchodzić.

2. Nie pchaj się w miejsca, gdzie coś się dzieje, mimo, że to strasznie korci
Souq w Trypolisie w Libanie. Zaraz zaczną się jakieś zamieszki. Jesteśmy uprzedzeni, bo wszyscy handlarze zamykają swoje sklepy w środku dnia, zasuwają kraty na oknach witryn i zwijają się, byle dalej od tego miejsca. Z mojej inicjatywy zostajemy w bocznej uliczce, bo może akurat coś fajnego uda się sfocić albo nakręcić. Chwilę później główną ulicą przebiegają uzbrojeni w metalowe rurki Arabowie, waląc po metalowych kratach, a za nimi biegnie libańska policja. Niecałe sto metrów dalej zaczyna się regularna bitwa. Oczywiście, żadnych fotek ani filmików nie było. Przestraszeni zwinęliśmy się równie szybko, jak owi handlarze wcześniej. W każdym razie do dziś mi Ewa wypomina, że zachowałem się wtedy mało rozsądnie.

Inny przykład: przejazd przez Kanał Sueski w Egipcie. Przejeżdżałem tamtędy w obie strony, z Afryki do Azji na Synaj i z powrotem, chyba z dziesięć razy. Zawsze fascynowała mnie procedura, kiedy na checkpoincie wszystkie bagaże z autobusu są wywalane na asfalt, ustawiane w mniej-więcej równym rządku, a wszyscy podróżni – niezależnie, czy turysta, czy tubylec – stają przy swoim plecaku. Potem uzbrojony żołnierz z potężnym wilczurem wędrują sobie wzdłuż owego rządku bagaży i ludzi. W tym roku postanowiłem sobie nagrać całą procedurę. Telefonem, z ukrycia. Niestety, jakimś cudem pies się zorientował, zaczął na mnie szczekać i oczywiście żołnierz też zauważył, co robię. Skończyło się na tym, że – po kilkunastu minutach tłumaczenia się przed coraz wyższymi rangą przełożonymi owego żołnierza – musiałem skasować film z telefonu. Czy mogło być gorzej? Nie wiem. Ale przyznaję, to nie było specjalnie rozsądne z mojej strony. Skorzystam jeszcze z okazji i poskarżę się publicznie, jak po prawie sześciu latach spotykania się ze mną, Ewa wbiła mi przysłowiowy nóż w plecy. Otóż, jak tylko pies zaczął szczekać, a żołnierze zainteresowali się tym, co robię, Ewa natychmiast stwierdziła, że ona nie jest ze mną. Rozumiem, że przeraziła ją wizja egipskiego więzienia, ale żeby aż tak? ;) A wracając do tematu – chcąc nie chcąc, zakaz fotografowania na obiektach wojskowych po prostu należy respektować.

Odpowiadając tu na tytułowe pytanie: nie, nigdy nie czułem się zagrożony w podróży. Ewa twierdzi, że miała taką sytuację. To było w trakcie wielkiej imprezy w czasie święta Adha, w Kairze, na moście Qasr al-Nil niedaleko Placu Tahrir. Zaczepili nas w tłumie jacyś młodzi Egipcjanie, ale szybko interweniowały inne świętujące osoby, które równie szybko przeprosiły nas za całe zajście. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że pijanych nastolatków skorych do rozróby można spotkać również na Błoniach w Krakowie.

3. Bądź asertywny
Nie bierz udziału w żadnych podejrzanych transakcjach, choćby nie wiem, jak atrakcyjnych z Twojego punktu widzenia. Uwierz mi, nie chcesz zwiedzać od środka więzień krajów Trzeciego Świata, zwłaszcza jako pensjonariusz. I tyle w temacie.

4. Nie buduj sobie negatywnych wyobrażeń
Nie kieruj się stereotypami, zwłaszcza negatywnymi. Arabowie to naprawdę nie są brudasy. Oni wymyślili hammamy wtedy, kiedy w średniowiecznej Europie ludzie kąpali się dwa razy do roku, na Boże Narodzenie i Wielkanoc, bo wierzyli, że częstsza kąpiel szkodzi zdrowiu. Do dziś z owych łaźni regularnie korzystają. A nienagannie czysta, biała galabija to coś, czym imponuje mi każdy Arab, od sprzedawcy owoców na souqu przez taksówkarza i divemastera po zamożnego biznesmena w pięciogwiazdkowej restauracji.

Nie traktuj localesów europejskim z poczuciem wyższości. O tym, że turyści traktują localesów jak zwierzęta w ogrodzie zoologicznym, mówiłem już w audycji. Ale nie zdążyłem już wspomnieć, że potrafią być wobec nich po prostu chamscy. Scenka rodzajowa z Luksoru. Polską wycieczkę oprowadza Egipcjanin, świetnie mówiąc w naszym ojczystym języku. Chce przekazać jakąś wiedzę na temat świątyni, w końcu za to mu płacą. Ale ludzie się rozłażą, gadają między sobą, przeszkadzają. Upomina ich delikatnie. W tym momencie z tłumu słychać podpity głos:
– Abdul, nie pierdul!
I właśnie w takich momentach jestem w stanie rozumieć ludzi szukających w podróży miejsc, które nie są naznaczone Polakami…

5. Miej zdrowy rozsądek
Tu znowu szalenie oryginalny nie będę, jak napiszę: nie włócz się po nocy, zwłaszcza sam. Po Nowej Hucie też się sam po nocy nie włóczysz, jeśli życie Ci miłe, prawda?

Bądź cały czas świadomy. Alkohol, jeśli w ogóle, to pij w umiarkowanych ilościach. Z innych używek – choć ceny i jakość zachęcają – nie korzystaj wcale lub rób to w kontrolowanych okolicznościach typu zamknięty na klucz pokój hotelowy albo towarzystwo dobrze znanych Ci osób.

Nie epatuj sprzętem elektronicznym, nurkowym czy innym, który ze sobą wozisz. Bezpieczeństwo tego sprzętu to osobna sprawa. W tym miejscu warto tylko nadmienić, że owijanie lustrzanki Pentaxa w ręcznik i chowanie jej do plecaka na pełnym ludzi dworcu, a następnie pozostawianie owego plecaka bez opieki, na przykład w bagażniku autobusu, to manewr, który prowadzi do opłakanych konsekwencji, włącznie z utratą rzeczonego ręcznika. ;)

Nie wdawaj się w polityczne i religijne dyskusje. O religii z założenia nie dyskutuję, bo szkoda mi na to moich, i tak dość skromnych, zasobów intelektualnych. Ale od tematów politycznych generalnie ciężko jest mi uciec. W krajach arabskich nie istnieje rozdział religii od polityki, więc problem mam podwójny. W syryjskim mieście Ar-Raqqa, które dziś jest stolicą ISIS, od lokalnego szejka, emerytowanego majora syryjskich sił powietrznych, skądinąd przesympatycznego człowieka, wysłuchałem długiego wykładu na temat Izraela wspieranego w generowania całego zła tego świata przez „Szatany Zjednoczone”. W hostelu w Kairze usłyszałem peany pochwalne na temat Bractwa Muzułmańskiego i związanej z nim Partii Wolności i Sprawiedliwości Muhammada Mursiego. Z drugiej strony, Wigilię 2009 spędziłem w Madabie w towarzystwie prawosławnego Jordańczyka, który uparcie twierdził, że Koran został napisany przez diabła, osobiście. I w żadnym przypadku się nawet nie zająknąłem, że moi rozmówcy pier… ahem… głupoty gadają. Dla własnego bezpieczeństwa. Ale cały czas się zastanawiam, czy ów szejk z Ar-Raqqi, już wtedy szanowany przywódca lokalnej społeczności, jest dziś prominentną figurą Państwa Islamskiego…

Krótko podsumowując, w podróży intuicja to Twój najlepszy przyjaciel. Kiedy czujesz, że coś jest nie w porządku, to prawdopodobnie właśnie tak jest. Nie ma nic złego w dyskretnym oddaleniu się z miejsca, gdzie za chwilę wybuchnie sprzeczka, wulkan albo bomba.

Czy coś pominąłem? A może macie jakieś inne rady? Zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach.

 


*) Nie liczę tego jednego zamachu na synagogę w kwietniu 2002 na Djerbie. Zresztą – ot, taka ciekawostka – długo istniało przypuszczenie, że to nie był zamach, a po prostu przemytnicy gazu z Libii spowodowali wypadek.

Autor: Tomek

Politolog i dziennikarz z wykształcenia, konsultant biznesowy z zawodu, podróżnik z zamiłowania. Zarządza agencją konsultingową Ancla Consulting specjalizującą się w dotacjach unijnych dla przedsiębiorców, wykłada geografię polityczną na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Wszystkie wolne chwile wykorzystuje na podróże, a zdjęcia i relacje z nich zamieszcza na tym blogu.

Udostępnij ten post na:

19 komentarzy

  1. Przyznam, że przez dłuższą chwilę zastanawiałam się kim są owi tajemniczy „localesi”, ale dzięki temu na „souq” wpadłam znacznie wcześniej. Serio, suk, mamy taki wyraz w języku polskim ;)
    Post całkiem niezły i znalazłam nawet kilka cennych wskazówek ;)

    Napisz odpowiedź
    • Po polsku „suk” to ja kojarzę tylko jako dopełniacz liczby mnogiej od słowa „suka”. No, ale skoro Wikipedia mówi inaczej… :D

      Napisz odpowiedź
  2. Ależ ta Ewa jest bojaźliwa:) A z aparatem to faktycznie nie było najbardziej rozsądnie ale poczułem się tam tak bezpiecznie, że do głowy mi nie przyszło że mogą mnie okraść:)

    Napisz odpowiedź
    • Oj tam bojazliwa. Ja naprawde lubie jezdzic z Tomkiem, wiec bez niego byloby mi ciezko. A skoro on bywa lekkomyslny, to ktos musi byc rozsadny. Padlo na mnie, ale mi to nie przeszkadza.:D

      Napisz odpowiedź
      • Oj, tam, od razu lekkomyślny. :P Po prostu ciekawy świata i ludzi. Nawet takich z gazrurkami czy Kałachami. Zwłaszcza tych z Kałachami! :)

        Napisz odpowiedź
  3. Prawda, mnóstwo cennych wskazówek! Szczególnie spodobał mi się akapit o negatywnych wyobrażeniach. Dzięki i pozdrawiam

    Napisz odpowiedź
  4. Powinnam ten post podsuwać wszystkim moim polskim turystom jadącym na wakacje do Turcji, bo ewidentnie ciężko z akceptacją lokalnych zwyczajów i myśleniem nad tym co się robi.
    Wpis świetny, dzięki!

    Napisz odpowiedź
  5. Rzeczywiście najważniejsze w podróży to wykazać się zdrowym rozsądkiem, respektować inne kultury i niejednokrotnie kierować się intuicją. Ciekawy artykuł!

    Napisz odpowiedź
  6. Jak mnie pytają czy nie boję się podróżować to zawsze odpowiadam „Boję się to przejść w nocy przez Śródmieście (taka dzielnica mało ciekawa we Wrocławiu)”… rozsądek, przede wszystkim rozsądek…

    Napisz odpowiedź
  7. Przede wszystkim należy szanować kulturę kraju, do którego przybywamy. Pozwoli nam to uniknąć kłopotliwych bądź niemiłych sytuacji. Po drugie warto się przed podróżą przygotować i choćby poczytać o odwiedzanym regionie. Człowiek jest wtedy nieco mniej zaskoczony przez różne kwestie i sprawy.

    Napisz odpowiedź
  8. Zdrowy rozsądek! Tylko tyle i ąz tyle. Odrobić ‚pracę domową’ przed wyjadem i jechać. Przypadki losowe jak bomby czy spadające samoloty to loteria. Chociaż fakt bomby i terroryści mają swoje bardziej aktywne terytoria…
    A rozmów o plityce czy religii to unikam z założenia, niepotrzebnie podnosza temperaturę. Wyjątki sie zdarzają, ale potwierdzają tylko regułę;)
    pzdr

    Napisz odpowiedź
  9. Ja się w sumie nie boję, ale kierunki podróży, które obieram są na razie typowo turystyczne. Bałam się może trochę w Albanii, ale całkowicie bez sensu. Podróżuję też z mężem wiec zawsze raźniej :)

    Napisz odpowiedź
  10. Chyba najbardziej szablonowe pytanie zadawane podróżnikom. Ja do niedawna powtarzałam do znudzenia, że jedyny raz w życiu napadli mnie w Warszawie, 10 min drogi od rodzinnego domu. Do niedawna, bo w listopadzie zostałam też napadnięta na Kubie, na szczęście wyszłam z tego bez poważniejszych konsekwencji, choć przyznam, że moja własna lekkomyślność – przed którą tak wszystkich przestrzegałam – miała w tym swój udział. Podpisuję się rękami i nogami pod tym, co napisałeś. Bardzo fajny tekst, szczególnie bliskowschodnie anegdoty. Pozdrawiam!

    Napisz odpowiedź
  11. Interesujący tekst. Wyważone rady. Zadziwiająca ta sytuacja z Ewą i kanałem sueskim ;)

    Napisz odpowiedź
  12. Podróże w dalekie kraje to coś co mnie jednocześnie fascynuje i przeraża… Ale wiadomo… najlepiej piękno obcych kultur i regionów zobaczyć na własne oczy… w sumie ostatnio oglądam program przyrodniczy Jeffa Corwina na TVS bo leci codziennie o 14 i można zobaczyć naprawdę dalekie kraje i piękno tamtejszej przyrody. Uwielbiam tego gościa :D

    Napisz odpowiedź
  13. Tak na prawdę wracając wieczorem z miasta można oberwać…a mieszkając gdzieś w Afryce lub Azji nie spotkać się z żadnym zagrożeniem…trzeba po prostu uważać

    Napisz odpowiedź

Zostaw odpowiedź