Sumatra, czyli atrakcje na 4 tygodnie – Danau Toba

Z Berastagi pojechaliśmy w kierunku Parapat, żeby stamtąd dostać się promem na wyspę Samosir, a w zasadzie do Tuk Tuk na tej wyspie. Tam chcieliśmy zostać w noc, dwie i z pomocą skuterka zwiedzić okolice. Wyspa Samosir leży na jeziorze Toba, największym wulkanicznym jeziorze świata i jest największą na Świecie wyspą na wyspie, bo Sumatra to też wyspa. 

Powstanie jeziora Danau Toba

Jezioro to powstało ponad 70 tysięcy lat temu. Wybuch superwulkanu Toba spowodował zalanie krateru. Erupcje jak wyczytałam były aż 3. Jest to naprawdę nieswoje uczucie, kiedy zdać sobie sprawę jak wielki było to wulkan. Jego wybuch ponoć wpłynął na klimat na całej planecie. Jezioro ma 100 km długości i 30 km szerokości, a głębokość dochodzi do ponad 500 metrów. Dzięki wysokości na jakiej znajduje się tafla jeziora, 900 m n.p.m. panuje tu naprawdę przyjemna temperatura. Okolica jest naprawdę urokliwa. Wokoło same wzgórza, kiedyś kaldera wulkanu, dziś piękne góry.  

Co poza jeziorem?

Co tu można zobaczyć poza odpoczywaniem i pięknymi widokami?
Batakowie, Ci, których spotkać można było w Berastagi też tu zamieszkują. Teraz już rzadziej, ale region nasiąknięty jest tą kulturą. Objawia się to szczególnie w domach budowanych w kształcie łodzi. Obok domów wiele jest budowli grobowców w bardzo podobnym do domów stylu. Jak wspominałam we wcześniejszym wpisie: są chrześcijanami, ale wciąż kultywują stare wierzenia i tradycje.
Zwiedzanie okolicy na skuterze można połączyć z poznawaniem kultury Bataków. Oglądanie tradycyjnych tańców i śpiewów oraz architektury umożliwiają dwa muzea. Resztę trzeba poznawać na bieżąco w trakcie trasy. To bardzo otwarty naród. Nam udało się „zagadać” do panów w lokalnej przesiadywalini oraz Panią, która zajmowała się przędzeniem. Z panami ni w ząb nie pogadaliśmy, ale z Panią już owszem, trochę bahasa indonesia, trochę angielskiego.  

Ile jezior na wyspie na jeziorze?

My przejechaliśmy prawie całą wyspę dookoła. Z małym wyjątkiem. Chcieliśmy bardzo zobaczyć jezioro na wyspie (Samosir) na jeziorze (Toba) na wyspie (Sumatra). Jadąc na wschód chcieliśmy podjechać na punkt widokowy – wieżę telewizyjną, bo stamtąd mial być ładny krajobraz na jezioro. Droga ta wydawała się nam byt długa jak na jeden dzień z powrotem na nocleg, więc postanowiliśmy nie wracać tą samą trasą, nie objeżdżać wyspy dookoła, tylko przeciąć ja, przy okazji oglądając rzeczone wyżej jezioro. Drogę pokazywało, napotkani po drodze ludzie kiwali głowami, że tak. To pojechaliśmy.

Jak to było po drodze?

Trasa najpierw wiodła do góry, dość stromo, ale całkiem wygodnie. Kilka osób, kiedy dopytywaliśmy czy w dobrym kierunku jedziemy mówiło, ze droga będzie niezbyt dobra na skuter. Cóż jeśli świeżo wylany asfalt i brak dziur to dla nich kiepska droga to, albo długo tamtędy nie jechali, albo ja się nie znam na drogach! Póżniej było już tylko gorzej. Było jezioro, owszem, ale do domu droga od niego była daleka. W którymś momencie wjechaliśmy w las, dżunglę czy inne cudo. I nic złego by się nie działo, gdyby nie fakt, że dojazd do hostelu pokazywał jeszcze jakąś godzinę z hakiem, a Tomkowi zaczęło się dymić z rury skutera. Pomyśleliśmy, że albo coś zalał, bo kałuże po drodze były słuszne, albo leci na oparach benzyny…Kiedy w końcu zaczęliśmy zjeżdżać w dół leśną drogą i widzieliśmy mieszkańców, strach delikatnie opadł. Kiedy wpadliśmy w chmurę mgieł, pomyślałam tylko jedno: ” Mgły o tej porze?! O nie, my jesteśmy wysoko!”. Zjechaliśmy jeszcze trochę i udało się w jednej wsi zatankować.

Luz na zjeździe

Teraz już na luzie zjeżdżaliśmy na nocleg. Widoki były, oj były piękne na jezioro Toba. Kiedy minęliśmy granicę lasu i mgły, okazało się, że jesteśmy dość wysoko, ,bo panorama rozpościerała się naokoło. Widząc serpentyny w dół, minę miałam nietęgą, ale patrząc  wstecz, pomyślałam, że najgorsze to już chyba za nami. Tutaj asfalt i trochę zakrętów. Koniec końców, po drodze trafiliśmy na mała imprezę sylwestrową, bo był to ostatni dzień roku 2016. W warsztacie, który zajmował się też myciem skuterów, musieliśmy podmyć nasze, żeby nie musieć tłumaczyć naszej gospodyni którędy wracaliśmy do domu. Myślę, że gdyby poznała prawdę zeszłaby na zawał. I ja k teraz o tym pisze, to uśmiecham się pod nosem. Ale wtedy, ostatniego dnia na tej wyspie na jeziorze na wyspie, nie było mi do śmiechu. 

Jak dodatek dla dociekliwych polecam artykuł trochę bardziej naukowy na temat wybuchu Superwulkanu. 

Autor: Ewa

Humanistka z wykształcenia, pracownik branży lotniczej, pasjonująca się relacjami międzyludzkimi, poznawaniem nowych kultur, islamem i fotografią. Co jakiś czas pakuje plecak i jedzie tam, dokąd ciągnie ją serce. Kiedyś dostała propozycję dołączenia do ekipy koleżanek wybierających się do Ameryki Południowej i to wystarczyło, by złapała bakcyla podróżowania. Lubi być blisko ludzi i ich życia. Współtwórczyni tego bloga.

Udostępnij ten post na:

Zostaw odpowiedź