Ludzie w drodze: Steffen

Nurkuję od 1979, szkolę od 1984. Zaczynałem, kiedy skrót CMAS coś jeszcze znaczył w świecie nurkowym. Potem przyszła komercja. Dziś inni nurkowie oceniają się nawzajem po tym, co noszą na sobie, a nie po wiedzy i umiejętnościach, a to takie smutne.
Jakby na potwierdzenie tych słów uśmiecha się – smutno, oczywiście – odwracając wzrok ku zatoce wychodzącej na Morze Andamańskie. A potem zaczyna opowieść o tym, jak został właścicielem najdalej wysuniętego na zachód centrum nurkowego w Indonezji.

Jest starszym Malezyjczykiem chińskiego pochodzenia. Na Pulau Weh w Indonezji przeniósł się z malezyjskich wysp Parenthian w 2006 roku. Nurkowaniem zajmował się od zawsze, miał też doświadczenie w biznesie – wszyscy malezyjscy Chińczycy mają, to wręcz taka tradycja – więc swoje pierwsze centrum nurkowe założył właśnie na Parenthianach, w swoim rodzinnym kraju. Po jakimś czasie centrum wydzierżawił, a sam przeniósł się do Iboih.
Kłopotów z komunikacją nie mam, Bahasa Indonesia jest bardzo podobny do Bahasa Malaysia.

Bezpieczeństwo
Nie interesuje mnie, ile kosztował Twój sprzęt. Chcę zobaczyć, jak się zachowujesz pod wodą. Co z tego, że masz najnowszy komputer, jak nie potrafisz pod wodą utrzymać trymu?
Przemiawia przez niego stara, dobra, CMAS-owska szkoła, którą znam z „Kraba”.
U nas na takich mówi się: „W ch*j sprzętu, zero talentu” – dopowiadam. Mam problem, żeby odpowiednio przekazać to uroczo brzmiące powiedzonko. Ale Steffen w mig chwyta, co mam na myśli.
No, tak. Przyjeżdżają do mnie nurkowie z wielu krajów. Niektórzy chcą się tu rządzić. Inne szkoły nurkowe ich tego nauczyły, że jak zapłacą, to zawsze mają rację. Niedawno jednego takiego po prostu wyrzuciłem. Stwiedziłem, że nie tylko naraża siebie, naszego przewodnika, ale i innych nurków. A na to nie mogę pozwolić. Choćbym miał na tym stracić finansowo.
Zarówno w Morzu Andamańskim, jak i w Oceanie Indyjskim po drugiej stronie wyspy leżą zatopione wraki, w tym takie z II wojny światowej. Nielada gratka dla nurków! Sęk w tym, że leżą dość głęboko – 50 metrów i głębiej.
Nie organizuję nurkowań na tych wrakach, więc nawet o to mnie nie pytaj. Inni oczywiście tam pływają i twierdzą, że jestem tchórzem. Niech im będzie, jestem tchórzem. Dzięki temu nie miałem żadnego wypadku.

Władza
Faktycznie, atmosfera w centrum nurkowym jest inna niż w tych, które do tej pory odwiedzałem. Właściciel sprawia wrażenie, jakby był królem niepodzielnie panującym na na tym skrawku własnej, kamienistej plaży. Świadczy o tym nawet butny slogan jego centrum: „Divers! Move your ass! Please!”
Bo wiesz, ja tak muszę. Tylko dzięki autorytetowi udaje mi się utrzymać wysoki standard mojego centrum. Jak inaczej zmuszę nurków, żeby zachowywali się odpowiedzialnie, pod woda i na brzegu?
Naszą rozmowę przerywa Zeke, lokalny divemaster. Dopytuje o jakiś szczegół dotyczący kilientów centrum, przygotowujących się właśnie do nurkowania. Nie rozumiem, o co pyta, bo mówi w Bahasa.
Ty zdecyduj – odpowiada mu Steffen po angielsku. Kiedy zdziwiony dopytuję, o co chodziło, tłumaczy mi, że o drobnostkę.
Ale chłopak kiedyś będzie u mnie instruktorem. Musi nauczyć się podejmowania decyzji i brania za nie odpowiedzialności.

Emerytura
Wskazuje za siebie, na piętrowy budynek mieszczący między innymi zaplecze techniczne, magazyn, pokoje dla nocującyh tu nurków oraz niewielką, ale uroczą „Surface Interval Cafè”, gdzie można zamówić między nurkowaniami ciepłą herbatę lub uzupełnić butelkę wodą pitną.
10 lat temu kupiłem ten kawałek wyspy i zbudowałem ten dom własnymi rękami. To mój projekt emerytalny. Mam już 65 lat, w końcu czas zacząć żyć.
Dopijamy herbatę z mlekiem kondensowanym, tzw. „teh susu”. Steffen jeszcze przez chwilę opowiada o trudnych klientach i sposobach, na jakie sobie z nimi radzi.
Ale ja już praktycznie nie prowadzę grup, w ogóle rzadko też szkolę nurków. Nie te lata…
Jakby na potwierdzenie, zanosi się kaszlem i sygnalizuje, że musimy kończyć tę rozmowę.

Do końca mojego 6-dnowiego pobytu w centrum, zamieniamy ze Steffenem jeszcze tylko parę zdań. Ciężko mu mówić – złapał jakieś choróbsko i praktycznie stracił głos…

Autor: Tomek

Politolog i dziennikarz z wykształcenia, konsultant biznesowy z zawodu, podróżnik z zamiłowania. Zarządza agencją konsultingową Ancla Consulting specjalizującą się w dotacjach unijnych dla przedsiębiorców, wykłada geografię polityczną na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Wszystkie wolne chwile wykorzystuje na podróże, a zdjęcia i relacje z nich zamieszcza na tym blogu.

Udostępnij ten post na:

5 komentarzy

  1. Nurkowanie jest mi zupełnie obce, dlatego podziwiam ludzi, którzy to robią

    Napisz odpowiedź
  2. sprzęciarze zmorą wszystkich branż, ale w kwestiach związanych z wszelkimi okołosurviwalowymi zabawami lub sportami ekstremalnymi to już wybitnie bywają plagą. Nic tylko zaczekać, aż problem się rozwiąże drogą selekcji naturalnej ;)

    Napisz odpowiedź

Zostaw odpowiedź