Odessa, Besarabia i trochę Krymu (część druga)

Dumając nad kolejnym wpisem do Fototygodnika, zdałam sobie sprawę, że przecież nasz tegoroczny, wielkanocny wyjazd na Ukrainę nie został dokończony! Zatem bijąc się w pierś postanowiłam połączyć dwa tematy: tego, co po drodze na Krym udało się nam zobaczyć i dokumentacji fotograficznej tegoż miejsca. Zapraszam serdecznie do Bakczysaraju.

W czasie naszego wielkanocnego wyjazdu na Ukrainę, postanowiliśmy udać się też chwilowo na Krym. Nocne połączenia kolejowe między Odessą a półwyspem są dość popularne i – jak się przekonałam – bardzo wygodne. Po drodze na półwysep postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę w Bakczysaraju, ostatniej stolicy chanatu krymskiego, która uważana jest za symbol Orientu.

W Bakczysaraju chcieliśmy odwiedzić dwa miejsca: Pałac Chanów oraz skalne miasto Chufut-Kale, a w zasadzie jego pozostałości. Po drodze do tego miasta mieliśmy jeszcze rzucić okiem na Monastyr Uspieński, klasztor całkowicie wydrążony w skale.

Pałac Chanów to kompleks dość ciekawy. Skromny, ale z charakterystycznym orientalnym rysem. Jest pamiątką i pozostałością dawnej potęgi Chanatu Krymskiego. Powstał on po rozpadzie Złotej Ordy mongolskiej Czyngis-chana w 1427 roku. Przez kilkadziesiąt lat chanat funkcjonował jako niezależny organizm państwowy. Później stał się wasalem Turcji. Nie przestał odgrywać istotnej roli politycznej w regionie. Wręcz przeciwnie, najazdy tatarskie na ziemie polskie i rosyjskie w dość istotny sposób wpływały na lokalną geopolitykę.

Sam pałac jest wręcz mały. Za mały jak na stolicę państwa, z którym liczyła się Rzeczpospolita. Ale pamiętajmy, że krymscy Tatarzy to potomkowie koczowniczych Mongołów, którzy nie przykładali większej wagi do stałych siedzib. Może dlatego chan krymski miał aż sześć pałaców. I miał dwie stolice. Na stałe urzędował w Bakczysaraju, ale meczet koronacyjny stał w Eupatorii (wówczas Gezlew). Zapewne dlatego, że Gezlew był miastem tureckim i sułtan chciał w ten sposób podkreślić podległość krymskiego chana. Miał też poza Bakczysarajem pięć innych pałaców. Pierwszą stolicą chanów krymskich był Sołchat (dzisiejszy Stary Krym). Potem odległe od Bachczysaraju o 2,5 km Chufut-Kale. Udało nam się zobaczyć również i tę część starej stolicy. Robi wrażenie głównie położeniem.

Kiedy chan rozkazał wznieść w tych rejonach pałac, okazało się to nie lada wyzwaniem dla koczowniczych Tatarów. Trzeba było zagospodarować puste miejsce. Sprowadzono więc budowniczych z Turcji, krajów arabskich i Włoch.
Stąd też architektura pałacu przypomina Topkapi, pałac sułtański w Stambule, ale z wpływami arabskimi, perskimi i bizantyjskimi. Wspomniana mizerność pałacu była zamierzona. Nie miał to być pokaz tatarskiej potęgi, ale zapewnienie chanowi raju na ziemi. Raju, czyli ogrodu. A nie wypadało, by budynki zbytnio górowały nad drzewami. Świadczy o tym sama nazwa: bagca to po tatarsku sad, a saraj to pałac. Dlatego oprócz kilku wież strażniczych i minaretów nie ma w pałacu żadnej budowli mającej więcej niż dwie kondygnacje. Nie ma w nim też dwóch takich samych budowli. Mało tego, ich układ jest jakby przypadkowy. Choć tylko na pozór. Gdy się przyjrzeć dokładniej, okaże się, że wszystko jest tam, gdzie być powinno.

Dzisiejszy pałac to cień dawnej świetności. Pozostały tam: właściwy pałac chana, harem, sala Dywanu (rady chańskiej), dwa meczety, dom muftiego, cmentarz chanów, pomieszczenia dla straży i służby, baszta, łaźnie, sześć dziedzińców i 14 fontann, w tym najsłynniejsza, Fontanna Łez. Perski artysta wyrzeźbił ją w jednym kawałku marmuru, by na wieki upamiętnić żal chana Krym Gereja po śmierci żony. I upamiętnił…

Wokół pałacu rozłożyło się miasto. Stały w nim 32 meczety, bowiem każda profesja rzemieślników miała własny.

Niestety, świetność Bakczysaraju trwała zaledwie dwieście lat. Rosjanie po zajęciu Krymu zacierali ślady tatarskiej potęgi. Wszelkie urzędy gubernialne i powiatowe lokowali w innych miejscowościach. Bakczysaraju nie ożywiło nawet przeprowadzenie obok miasta linii kolejowej do Sewastopola. Komuniści najpierw planowali pałac zrównać z ziemią, ale uznali, że lepiej będzie zachować go jako pamiątkę ucisku biednych rosyjskich niewolników przez okrutnych chanów.

Z dawnej świetności miast, oprócz pałacu chanów, pozostała historyczna zabudowa Starego Bakczysaraju z licznymi fontannami i jedynym ocalałym meczetem – Wielkim Meczetem Chana-Dżami. Bakczysaraj prawdopodobnie nie byłby tak znany, gdyby nie fakt, że opisali go i Puszkin, i Mickiewicz. I choć dzisiejszy Bakczysaraj mocno przypomina ten upadły z XIX wieku, to jednak pozostaje burym, półmartwym miasteczkiem, na którego skraju jedynym żywym miejscem jest pałac chanów.

Jak dobrze pamiętacie z literatury, zwiedzanie pałacu stało się dla Adama Mickiewicza inspiracją do napisania kilku sonetów o tym miejscu. Aleksander Puszkin również pisał o tym miejscu, głównie o fontannie. Miasto nadal ma w sobie coś z dawnego ducha.

Choć pałac jest pięknie zachowany, nie ma w nim zbyt wielu eksponatów. Nie jest tez jakoś szczególnie wielki jak na symbol Orientu. Jest natomiast z pewnością dość ciekawy, utrzymany w zupełnie innym stylu, niż europejskie siedziby monarsze. Jest również pięknie położony, a nam dopisała pogoda, więc tym bardziej wszelkie jego złocone ozdoby błyszczały w słońcu.

Zobaczcie!

[Not a valid template]

Autor: Ewa

Humanistka z wykształcenia, pracownik branży lotniczej, pasjonująca się relacjami międzyludzkimi, poznawaniem nowych kultur, islamem i fotografią. Co jakiś czas pakuje plecak i jedzie tam, dokąd ciągnie ją serce. Kiedyś dostała propozycję dołączenia do ekipy koleżanek wybierających się do Ameryki Południowej i to wystarczyło, by złapała bakcyla podróżowania. Lubi być blisko ludzi i ich życia. Współtwórczyni tego bloga.

Udostępnij ten post na:

Zostaw odpowiedź