Pulau Weh

To, że na Sumatrę trafimy było pewne jak podatki. Indonezja, to kraj który odwiedzamy namiętnie. Powodem jest fakt, że każda z wysp tego kraju, a jest ich przypomnę coś koło 7 tysięcy, ma coś do zaoferowania. Oczywiście, my nie zamierzamy odwiedzić każdej z nich, bo pewnie więcej niż połowa, nie jest zamieszkała. Jednak takie jak Sulawesi czy Jawa, Bali, Lombok i Flores dostarczają niesamowicie różnorodnych przeżyć. Nie tylko kulturalnych i jedzeniowych, ale zdecydowanie terenowych. Sumatra wiedzie prym w swoich terenowych atrakcjach póki co. A co nas tam zaskoczyło oraz zachwyciło? Zapraszam do pierwszego miejsca na Pulau Weh!

Do zagospodarowania mieliśmy blisko miesiąc, ale wiedzieliśmy, że całej wyspy nie zjedziemy. Z dolotem i powrotem, samego zwiedzania i czasu do wykorzystania było jakieś 3,5 tygodnia. Wiedzieliśmy, że chcemy nurkować w dwóch miejscówkach, bo targaliśmy ze sobą lekki, ale wciąż zajmujący trochę miejsca sprzęt nurkowy. Po wstępnym rekonesansie jeszcze w Polsce, zrobiliśmy plan, który wiedzieliśmy, że będziemy modyfikować. Jak patrzę pisząc ten wpis na nas plan, to odpadły tylko dwa miejsca: jedno z powodu niskiego sezonu i transportu oraz druga,braku promu na wyspę z archipelagu na którym akurat byliśmy. nie było sensu wracać kawał i czekać na następny dzień na prom. Przy dwóch miesiącach byśmy to zrobili. Tutaj woleliśmy uderzyć w rejon wulkanów…Ale po kolei. 

Pulau Weh
To wyspa w północno -zachodniej części Indonezji ze stolicą Sabang. Dlatego wyspa często jest nazywana jak to miasto – Pulau Sabang. Nie mogę napisać że wyspa oferuje najpiękniejsze nurkowania, bo widziałam ładniejsze miejsca, rafę i florę pod wodą. Jej sporą zaletą jest fakt, że opiera się ruchowi turystycznemu, bo umówmy się komu się chce zasuwać taki kawał drogi? Brakuje tam jeszcze wielkich resortowych miejsc, choć spotkaliśmy już rozbudowane bungalowy w cenach tzw. kosmicznych. 
Nasza miejscówka w okresie grudniowym była zajęta przez dwie pary: nas i Niemców, których przyciągnęliśmy ze sobą, bo nie mieli pomysłu gdzie spać. 

Nurkowanie i odpoczywanie
Miejsce wymyślił i wyszukał Tomek. Miała to być pierwsza miejscówka na odpoczynek i nurkowanie. O miejscu i osobistości, która je prowadzi pisał już Tomek.
Z tą rafą to szału nie ma. Niestety tsunami i ciepłe wody zrobiły swoje i rafa jest mocno wypłukana. Nurkowania najciekawsze są w Oceanie Indyjskim, po drugiej stronie wyspy. W Morzu Admańskim jest słabo, wystarczy zrobić porównanie z Bunaken, albo Togeanami. Ale póki człowiek nie zanurkuje, to nie wie. 

Zwiedzanie i przygody 
Trafiliśmy, prawie na sam początek kraju. Tak, tak to nie pomyłka! Byliśmy na punkcie widokowym „Kilometer Zero”, dosłownie tam, gdzie zaczyna się Indonezja. Jest to osobliwe miejsce. Droga asfaltowa, która Was tam zabierze już nigdzie w pozostałej części kraju nie będzie tak równa i nowa. Ani tak płaska. Jest coś z deka magicznego w odwiedzeniu tego miejsca. Rozumiecie? Punkt, w którym rozpoczyna się kraj. Woda, woda i nagle skała i tu jest początek. 
Drugim sposobem na zwiedzenie jest wynajęcie skutera i przejechanie się po wyspie, w zasadzie wokoło wyspy. Przejechaliśmy się całkiem sporo, zwiedzając po drodze wodospad, do którego trzeba przejśc się przez las, prawie jak dżungla. Objechaliśmy Sabang, gdzie w świetnie rozlokowanych chatkach nad woda mogliśmy zjeść nasi goreng. Przy objeździe kierowaliśmy się do Białej Plaży z piaskiem jak mąka Simur Tiga i na powrocie zahaczając o fumarole i wulkan Gunung Api, który na wygasły to nie wyglądał. 

Dobre rady na koniec
1.  W Indonezji ZAWSZE należy mieć ze sobą w plecaku czy w schowku w skuterze coś od deszczu. Padać będzie prawdopodobnie na 100%.:) Tak było na Bali tak było na Sulawesi i tak było na Pulau Weh. NIe ma zasady sezon mokry, suchy. Jest zasada, zawsze będzie padać. Nas na powrocie zastała ulewa takiego szczebla, że ciężko było podjechać pod górkę asfaltowa, dobrą droga, bo nurt był dość wartki. Koniec końców nic nie zalaliśmy, skuterki wymyły się idealnie, a nasze płaszcze przeciwdeszczowe sprawdziły się w 100%. 

  1. Pulau Weh to wyspa w większości muzułmańska, stąd abstynencja jest jakby wpisana w plany spędzenia tu czasu. 

Tak naprawdę z wyspy mieliśmy promem wrócić do Banda Aceh, tam zwiedzić meczet oraz muzeum tsunami z 2004 roku i pojechać dalej do Medan. Jednak kiedy odkryłam, że na wyspie jest lotnisko, wiedząc, że ceny lotów w Indonezji do drogich nie należą zrobiłam research. Co mi wyszło, to że za bilety na samolot z Sabang do Medan zapłacimy naprawdę niewiele więcej niż za transport: taxi do portu-prom-dojazd do Medan autobusem. I będziemy bliżej kolejnego punktu wycieczki. Zdecydowaliśmy się więc polecieć, a nasi znajomi Niemcy zrobić trasę jak powyżej. Musieli wstać bladym świtem, my mogliśmy pospać trochę dłużej. Na śniadaniu dostaliśmy info, że prom którym mieli płynąć nie odpłynął, bo się zepsuł. Musieli z innymi turystami wynająć szybki prom, który kosztował 3 razy tyle co wcześniejszy. I tym sposobem utwierdziliśmy się w przekonaniu, że gdzie się da, będziemy lecieć. 

Autor: Ewa

Humanistka z wykształcenia, pracownik branży lotniczej, pasjonująca się relacjami międzyludzkimi, poznawaniem nowych kultur, islamem i fotografią. Co jakiś czas pakuje plecak i jedzie tam, dokąd ciągnie ją serce. Kiedyś dostała propozycję dołączenia do ekipy koleżanek wybierających się do Ameryki Południowej i to wystarczyło, by złapała bakcyla podróżowania. Lubi być blisko ludzi i ich życia. Współtwórczyni tego bloga.

Udostępnij ten post na:

Zostaw odpowiedź