Pulau Kadidiri, czyli Togeany na tydzień

Wiedzieliśmy od samego początku, a ja od jakiegoś sierpnia 2013, od kiedy knułam Sulawesi, że na Togeany wstąpimy. Wiedzieliśmy, że będziemy tam nurkować, snorklować i pływać. Ja oczywiście dopiero, kiedy zrobiłam kurs nurkowy, zaczęłam myśleć o nurkowaniu. A co spowodowało, że tak bardzo się nam tam podobało?

Wyspy

Togeany to wyspy, które pod względem przyrodniczym wyróżnia obecność trzech rodzajów rafy: atolu, barrier reef i fringe reef. Wszytkie można zobaczyć w zasadzie podczas snorklowania. Można tam oglądać pod wodą wiele gatunków roślin, zwierząt i stworzeń takich jak: gąbki, hydrofoby czy inne skorupiaki. Jest tego naprawdę ogrom.

Transport

Można tam dopłynąć z południa z Ampany (tylko 3,5-4 h), albo z północy z Gorontalo (nocny prom, ok. 13h). My wybraliśmy opcje z północy. Prom, żeby nie było tak kolorowo, wypływa dwa razy w tygodniu: we wtorki i piątki o tej samej porze o 17:00. Przynajmniej według rozkładu. Indonezja bowiem to kraj azjatycki, tutaj jeden kilometr nigdy nie będzie równy jednemu kilometrowi, a godzina wypłynięcia zgodna z rozkładem. :)

Ale nam niestraszne oczekiwanie. Zakupiliśmy bilety w bisnis class, głównie ze względu na klimatyzację. A że na przodzie tego składu były bardzo fajne fotele autobusowe, miejscówki mieliśmy najlepsze. W ostateczności mogliśmy za 10 000 IDR (2.80 PLN) wypożyczyć materac i spać na podłodze jak localesi. Zrezygnowaliśmy jednak, bo fotele były dość wygodne. Podróż upłynęła szybko, a na Togeanach przywitał nas deszcz. Średnio, jak na początek tygodnia w raju, wypoczynku i nurkowania, w którym słońce odgrywa jednak rolę. Następnego dnia się poprawiło. ;)

Opcje pobytowe

Te, które są do wyboru na tych wyspach są dość podobne, jeśli nie wszędzie takie same. Standard to opłata za jedną osobę z wliczonymi w cenę trzema posiłkami. Nie można tam raczej wybrać resortów z wyższej półki, bo ich tam zwyczajnie nie ma. My byliśmy w miejscu, które resort miało w nazwie i tyle. Choć z drugiej strony, ja w żadnym resorcie wcześniej nie byłam, to może to tak właśnie wygląda?! :)

Większość pokoi to bungalowy z dołączoną łazienką i tarasem z hamakiem. Wersje standard od premium czy deluxe najczęściej różniła wielkość pokoju, niekoniecznie już łóżka. Standardem na Pulau Kadidiri była opłata od osoby za pokój z trzema posiłkami. Pamiętacie, na Pulau Bunaken też było to tak rozwiązane?

Oczywiście na samych Togeanach można spędzić miesiąc, pływając między wysepkami i spędzając na każdej jakiś czas. Tak chętnie zrobię kiedyś, gdy odwiedzę Sulawesi raz jeszcze. Póki co, mieliśmy do zagospodarowania 6 dni, zależało nam na dobrym i porządnie zorganizowanym centrum nurkowym i pozytywnych opiniach ludzi. A że spotkaliśmy kilka osób, które już były na Pulau Kadidiri (bo standardowo ludzie jadą z połudia na północ; my odwrotnie, bo pozwala to też nieźle zorientować się co i gdzie warto :)), wybraliśmy właśnie tę wyspę i centrum nurkowe Black Marlin (nie, nie płacą nam za reklamę, ale szczerze na nią zasługują!).

Trzy posiłki w cenie pokoju za osobę, dostosowane do nich nurkowania, niesamowici ludzie w obsłudze, którzy już po pierwszym dniu pamiętali nasze imiona (a gości przecież było tam niemało), pyszne, różnorodne jedzonko*) i rodzinna atmosfera, bo to nie jest resort na 100 osób, ale maksymalnie na 20-25.

Otoczenie i wygody

Do dyspozycji mieliśmy własny taras, jadalnię, w której zawsze była kawa i herbata, pomost, gdzie w cieniu można było poczytać i miejsca snorklowe dostępne z brzegu. Trochę kojarzyło mi się to z wakacjami all-inclusive.

Nurkowanie

Miejsca nurkowe były oddalone jakieś 15-20 minut płynąc łódką. Nie było tam nurkowań z brzegu, zatem back-roll**) opanowałam dość szybko. Oczywiście nie wszystkie miejscówki były blisko, bo np. na nurka wrakowego czy w okolicach wyspy z wulkanem trzeba było płynąć dłużej (nawet 1,5h), ale to tylko dwie takie dość dalekie destynacje. Plus bliskich miejscówek jest taki, że lunch można spokojnie zjeść o tej samej porze, odpocząć, poczytać książkę czy poopalać się między nurkami i posiłkami.

Oczywiście czas tamże spędzony był dość obfity w nurkowania. Ja nawet przekonałam się i zanurkowałam, żeby zobaczyć wrak, o którym pisał już Tomek. Zresztą inne nurki z tamtych rejonów możecie zobaczyć w kolejnym filmiku montera Tomka. Bawcie się dobrze!

Atmosfera

Wszystko to, co powyżej, z ludźmi, których spotkaliśmy na miejscu: lokalnych dbających o nasze brzuchy i dobry pobyt, instruktorów organizujących czas pod wodą oraz innych poznanych tutaj turystów, sprawiło, że naprawdę żal było nam wyjeżdżać. A raczej nie zdarza się nam obojgu aż tak przywiązywać do odwiedzanych miejsc. Prawdą okazało się zdanie z przewodnika, że trzeba być zdeterminowanym, żeby tutaj dotrzeć, ale jeszcze więcej determinacji wymaga od nas wyjazd. :)

Minusy

Czy były jakieś minusy? Jasne! Dla mnie dwa: brak prądu i słodkiej wody bieżącej. Woda była jakiś czas rano, żeby móc sobie napełnić specjalne pojemniki do spłukiwania toalet oraz późnym popłudniem, na prysznic przed kolacją. Prąd pochodził z generatora i był dostępny od 17:00 do 23:00.

Czy aż tak nam to przeszkadzało? Wcale! Czas był tak wypełniony, że idealnie zgrywaliśmy się z powyższymi godzinami, a brak Internetu i jakiejkolwiek sieci komórkowej pokazał, że urządzeń potrzebnych do ładowania jest o połowę mniej niż gdzie indziej. Moim zdaniem właśnie w tych dwóch powyższych faktach: braku Internetu i zasiegu sieci komórkowej tkwi sedno tej atmosfery. Ludzie w czasie posiłków spędzają czas razem i rozmawiają, poznają się i rodzi się sympatia. Można się powymieniać opiniami na temat tego, dokąd ktoś jedzie albo skąd wraca. Taki stary, zwyczajny sposób, w erze smartphone’ów i wszechobecnego Internetu już zapomniany. Nikt nie jest do tego w żaden sposób zmuszany, ale mało kto spędzał czas sam gdzieś daleko.

___
*) bo z tym jedzeniem bywało czasem tak, że gdzieniegdzie było go za mało, albo monotonne; u nas było dużo i w ciągu tygodnia nic się nie powtórzyło

**) technika zeskoku do wody z łódki: tyłem z całym sprzętem, z napompowaną kamizelką i przytrzymując maskę, automat oraz pas balastowy; dla mnie pierwszy raz, miałam stracha, ale nikomu się nie przyznałam :) standardowy back-roll wygląda tak:

Autor: Ewa

Humanistka z wykształcenia, pracownik branży lotniczej, pasjonująca się relacjami międzyludzkimi, poznawaniem nowych kultur, islamem i fotografią. Co jakiś czas pakuje plecak i jedzie tam, dokąd ciągnie ją serce. Kiedyś dostała propozycję dołączenia do ekipy koleżanek wybierających się do Ameryki Południowej i to wystarczyło, by złapała bakcyla podróżowania. Lubi być blisko ludzi i ich życia. Współtwórczyni tego bloga.

Udostępnij ten post na:

5 komentarzy

  1. ekstramalne przeżycie:) zazdroszczę:D

    Napisz odpowiedź
  2. Jola, tak to wygląda, ale myślę, że więcej w tym ekscytacji i zadowolenia z siebie! Gorąco polecam, bo naprawdę odwraca zwiedzanie do góry nogami.:)

    Napisz odpowiedź
  3. Kadidiri ! My spaliśmy akurat w Paradise, ale to bez znaczenia, bo i tak wszyscy, czy z Blue Marlina czy z Lestari spotykali się przy ognisku. Wspaniali ludzie, wspaniała atmosfera, mimo że brak prądu do wieczora i bieżącej wody to zdecydowanie nasz faworyt jeżeli chodzi o Indonezję. W Paradise robiliśmy kurs nurkowania i jesteśmy zachwyceni. Pozdrawiamy !

    Napisz odpowiedź
  4. Hej, czy można zapytać o nazwę resortu, w którym się zatrzymaliście i przybliżoną cenę za bungalow?

    Napisz odpowiedź
    • Nurkowaliśmy z “Black Marlinem” i u nich też spaliśmy. Cena za osobę w dwuosobowym bungalowie to było chyba 187 500 IDR od osoby, z pełnym wyżywieniem. Pamiętam, że za 6 noclegów ze śniadaniem + jakieś wody, ciacha i Bintangi zapłaciłem dokładnie 2 405 000 IDR. Nurkowania oczywiście osobno.

      Napisz odpowiedź

Zostaw odpowiedź