Pulau Tailana? Lepiej jechać na Togeany na Sulawesi!

– „Że ile czasu zajmie dopłynięcie tam?” 
– „No wiesz najpierw musimy się dostać do Singkil, tam pewnie nocnego promu nie ma to przenocujemy. Z rana dostaniemy się na prom na Pulau Balai w archipelagu Banyak. I tam to już z górki, jakieś 2 godziny niewielką łódką i jesteśmy na miejscu” 
– „Ta ostatni łódka to jakiś speed boat?” 
– „Na pewno, tam są krokodyle, to nie mogliby pływać w czymś przeciekającym i małym”. 

O jakie było moje zaskoczenie kiedy zobaczyłam naszą łódkę na Pulau Tailana, ilość bagażu, liczbę pasażerów i towaru jaki musimy zabrać, żebyśmy mieli co jeść. Jednak po kolei…

Odludzie na tydzień?
Serio, pierwszy raz byliśmy w tak odludnionym miejscu jak Pulau Tailana, gdzie właśnie, nie mamy możliwości zakupu niczego dodatkowego, posiłki mamy w cenie bungalowu i jest tylko 5 czy 6 domków, jadalnia, toalety z prysznicami i kameralne centrum nurkowe. I kot! Oczywiście jeden kot. Dość przymilny i od razu się z nami zaprzyjaźnił. Do tego stopnia, że kiedy pierwszą noc śpędzaliśmy na poddaszu centrum nurkowego (jeden z lepszych noclegów ever!) to Canada, bo tak sie nazwała kotka, przyszła spać do nas na materac.

Nurkowanie przez tydzień?
Właśnie, pojechaliśmy tam głównie nurkować. Wlekliśmy sprzęt ze sobą z Krakowa, w tym ja swój ciężki automat na zimne wody (ja to mam nie po kolei w głowie jednak). Miało być rajsko, sielsko i anielsko.
Rajsko było, bo dla mnie to słowo ma wiele znaczeń. Było ciepło, nie musiałam o niczym innym poza sobą i swoim czasem myśleć i była wyspa, którą można było obejśc w godzinkę. To znaczy w rzeczywistości nie dało się jej obejśc, bo się palmy zwaliły na jedną plażę, ale z obejściem tych palm, dało się w godzinkę i 15 minut. 
Sielsko, no też było. Małe, kameralne centrum i tylko my nurkujący. I jeszcze jakichś dwóch panów, ale oni się głównie zanurzali i za chwilę wynurzali i szukali się pod wodą. Mały ruch na wyspę, tylko jacyś lokalni turyści dwa razy. Czas między nurkowaniami był na czytanie i hamakowanie. A hamaki w tym centrum nurkowym mieli najlepsze ever! Wiem co mówię, kilka hamaków już testowałam*.
Anielsko, z tym określeniem to przesadziłam, ale pasuje do całości, prawda? 

Co robić przez tydzień na odludziu?
Wiecie, na tym mogłabym skończyć ten wpis, bo poza wstawaniem rano na śniadanie, sprawdzeniem czy będzie padać czy nie, ustaleniem czy nurkujemy czy nie, ogarnianiem sprzętu, nurkowaniem, znowu ogarnianiem pogody i sprzętu, obiedzie po drugim nurku i czytaniem, to myśmy tam leżeli, rozmawiali na ile się dało z mieszkańcami Sumatry, którzy byli na wakacjach tamże i tyle. Nurkowanie nie było jakieś szalenie cudowne. Wręcz nawet niezachecające, bo ani szału pod wodą, ani super stworzeń w wodzie. Woda była ciepła to duży plus. Moje ucho trzeciego dnia się zbuntowało, więc nadrobiłam lekturę. Nawet ciepła woda nie pomogła. 

Czemu jednak Togeany?
Był to niezły odpoczynek głowy. Do tej pory taki właśnie mieliśmy na Togeanach. I mając porównanie właśnie Togeanów, to Pulau Tailana wypada słabo, oj mocno słabo. Wyżywienie, organizacja czasu, same bungalowy i ich ogarnianie na Pulau Kadidiri to było coś. A miejsca nurkowe to się w głowie nie miesci co można zobaczyć na Sulawesi.
Na Sumatrze nurkowaliśmy w dwóch miejscach na Pulau Weh i na Pulau Tailana. To pierwsze miejsce warte jest większej uwagi ze względu na miejsca nurkowe oraz różnorodność pod wodą. I na Pulau Weh można zanurkować w wodach Oceanu Indyjskiego i tam to już coś zupełnie innego. Raczej wulkaniczne dno, spore skały i ciemno. Ale Pulau Weh to już nie ten klimat co na Tailanie czy Kadidiri. Nie ma wyobcowania, nie ma odcięcia od cywilizacji. Wciąż jednak są ciekawi ludzie i mnóstwo wrażeń, które można sobie zapewnić zwiedzając wyspę skuterem. 

PS a jak to było z tym transportem na Tailanę? Tak właśnie: 6 pasażerów, 6 plecaków, jedzenia na 10 osób na tydzień i trochę przeciekało na środku.:D

*) Tomek, przypomnij mi dlaczego w końcu kupiliśmy hamaki w Gwatemali?:D 

Autor: Ewa

Humanistka z wykształcenia, pracownik branży lotniczej, pasjonująca się relacjami międzyludzkimi, poznawaniem nowych kultur, islamem i fotografią. Co jakiś czas pakuje plecak i jedzie tam, dokąd ciągnie ją serce. Kiedyś dostała propozycję dołączenia do ekipy koleżanek wybierających się do Ameryki Południowej i to wystarczyło, by złapała bakcyla podróżowania. Lubi być blisko ludzi i ich życia. Współtwórczyni tego bloga.

Udostępnij ten post na:

1 Komentarz

  1. Przypominam: mieliśmy pełny rok, żeby zorganizować sobie takie w Polsce. Płachta płótna, kilka sznurków. Się nie udało. :)

    Napisz odpowiedź

Zostaw odpowiedź